Słowo "genealogia" to zbitka dwóch greckich słów "genus", czyli ród, rodzina oraz "logos", czyli nauka i zgodnie ze swą nazwą zajmuje się badaniem historii przodków i szerzej rodziny (stąd też Anglosasi obok terminu "Genealogy" używają określenia "Family History"). Jednak sama genealogia jest znacznie starsza od nazwy, która ją tak precyzyjnie określa. Jej początki należy wiązać z pradawnym kultem przodków rozpowszechnionym u zarania gatunku homo sapiens. Ta najstarsza jej forma po dziś dzień funkcjonuje wśród tzw. ludów pierwotnych, których tradycje ustne przekazują sagi rodzinne obejmujące dzieje kolejnych pokoleń przodków sięgające setki lat wstecz (np. Polinezyjczycy są w stanie podać wywody swoich przodków do 500. lat wstecz). Wraz z pojawieniem się własności prywatnej i prawa dziedziczenia powszechnym stało się dążenie do ustalania stopnia pokrewieństwa ze zmarłym i opartych na tej epoce zasad dziedziczenia. Z biegiem wieków wiedza genealogiczna stała się niezbędna dla ustalania przynależności jednostek do klas uprzywilejowanych takich jak szlachta i arystokracja.

Rewolucja przemysłowa i związane z nią przemiany społeczne stopniowo spowodowały, że przynależność do tych grup przestała mieć znaczenie praktyczne, a nabrała wyraźnych cech snobistycznych. Stąd też przesadne podkreślanie prawdziwych powiązań rodzinnych i nasilenie znanych na mniejszą skalę ze wcześniejszych epok, uzurpacji pochodzenia szlacheckiego prze wzbogacone chłopstwo i mieszczan. Snobizm ten spowodował powstanie pseudogenealogii produkującej na zamówienie fałszywe wywody pochodzenia lub fałszującej informacje zamieszczane w herbarzach. Na szczęście równolegle do tych zjawisk w XIX w. rozwinęła się genealogia jako nauka pomocnicza historii. Wraz z popularyzacją w II poł XX w. genealogia przestała być ona tylko nauką pomocniczą, ale dla wielu badaczy stała się główną dziedziną poszukiwań, a pole jej zainteresowań badawczych objęło obok rodów arystokratycznych i szlacheckich również rodziny mieszczańskie i chłopskie.

Na przełomie lat 80. i 90. XX w. można mówić o narodzinach ogólnoświatowego ruchu genealogiczny, na skutek przeobrażeń jakie genealogia przeszła w wyniku rewolucji informatycznej, czyli wynalezienia i rozpowszechnienia komputera osobistego oraz Internetu. Komputer osobisty spowodował zmianę w sposobie gromadzenia, przechowywania i prezentacji danych genealogicznych. Powstające na potrzeby genealogów specjalistyczne programy komputerowe pozwalają na niemal dowolne opracowywanie i przetwarzanie danych oraz automatyczne konstruowanie graficznych wywodów przodków i drzew genealogicznych. Programy te, choć często daleko im do doskonałości, stopniowo wypierają tradycyjną papierową fiszkę. Dalsze rozpowszechnianie notebooków (gdyby tylko ich ceny zaczęły spadać, na co się niestety nie zanosi) pozwoli na całkowite jej wyeliminowanie i wprowadzanie danych do komputera bezpośrednio w archiwum lub w bibliotece. Niestety w Polsce dotychczas nie powstał rodzimy popularny program do gromadzenia danych genealogicznych, który byłby w pełni przystosowany do Polskiej specyfiki historycznej. Nie można za takie programy uznać Informatycznego Systemu Rekonstrukcji Rodzin stosowanego przez PAN, czy programu "Gens Nostra" używanego przez Bibliotekę Kórnicką, gdyż dostępne są one tylko bardzo wąskiej grupie zawodowych badaczy. Jak na razie polscy genealodzy zmuszeni są korzystać z polskich wersji już istniejących programów zachodnich ("Brother's Keeper" i "Fzip Family Tree"). Dotychczas nie słyszałem również o polskim programie heraldycznym służącym do rysowania polskich herbów i gmerków.

W jeszcze większy sposób zmieniło formy uprawiania genealogii pojawienie się Internetu. Dzięki stosowaniu nowoczesnych technologii sieć stała się płaszczyzną wymiany informacji między poszukiwaczami z całego świata, tak profesjonalistami jak i amatorami. Powstały tysiące ogólnie dostępnych poprzez WWW baz genealogicznych, gromadzących dane o setkach milionów osób żyjących w przeciągu setek lat. Dziesiątki internetowych projektów na kilku kontynentach dąży do stworzenia gigantycznego drzewa genealogicznego obejmującego swymi gałęziami całą globalną wioskę. Największe zasługi w tej dziedzinie The Church of Jesus Christ of Latter-Day Saints (Kościół Mormonów). Wierząc w możliwość chrztu po śmierci mormoni gromadzą dane genealogiczne z całego świata. W obecnej chwili ta dziedzina ich działań przestała być tylko emanacją przekonań religijnych i stała się poważną działalnością naukową. W jej ramach zmikrofilmowano niemal wszystkie księgi metrykalne świata, w tym znajdujące się w polskich archiwach państwowych i kościelnych (również księgi dotyczące Polski, ale znajdujące się poza jej granicami). Dane z nich są stopniowo udostępniane w ogólnie dostępnej internetowej bazie danych. Wielką zasługą Mormonów jest opracowanie elektronicznego systemu zapisu danych genealogicznych - GEDCOM (akronim od GEnealogical Data COMmunication), który jest on obecnie uznawany za standardowy. Nie można zapomnieć również o udostępnianiu za darmo wszystkim zainteresowanym w pełni profesjonalnego programu komputerowego do zbierania, przechowywania i opracowywania danych genealogicznych - "Personal Ancestral File". Inną ważną bazę danych w Internecie stworzyła Ancestry.Com - komercyjna witryna, której wyszukiwarka przeszukuje kilkadziesiąt różnych baz danych - zbiory genealogiczne, słowniki biograficzne, książki adresowe i telefoniczne, księgi zgonów, dane emigracyjne itp. W przeważającej mierze dostarczane przez nią informacje dotyczą Stanów Zjednoczonych, ale można uzyskać również sporo informacji dotyczących Europy. Z kolei w Rosji powstał interesujący projekt Russkije Familii baza zawierająca wykaz blisko czterech tysięcy nazwisk oraz omówienia genezy niemal dwóch tysięcy nazwisk. Można tutaj znaleźć nazwiska rosyjskie oraz nazwiska polskie o genezie kresowej (np. Andrzejewski).

Istniejące dotychczas w Polsce internetowe bazy danych genealogicznych są związane z osobą Rafała T. Prinke, który w swojej witrynie domowej udostępnił w formie bazy "Bibliografię polskiej genealogii i heraldyki" - zawierającej dane o nazwiskach występujących w polskiej literaturze genealogicznej oraz w witrynie Biblioteki Kórnieckiej tzw. Teki Dworzaczka - czyli testową wersję genealogicznej bazy danych szlachty wielkopolskiej XV-XIX w. opracowanej na podstawie znajdującej się w Bibliotece Kórnickiej PAN niepublikowanej spuścizny badawczej polskiego genealoga prof. Włodzimierza Dworzaczka.

Dzięki Unenetowi i Internetowi niespodziewanie pojawiła się szansa szybkiej wymiany informacji z zawodowymi naukowcami i amatorami zajmującymi się podobnymi polami badawczymi w innych krajach, jak i możliwość kontaktu z nieznanymi krewniakami z drugiego końca świata. Kontakty takie umożliwiają przede wszystkim dziesiątki działających w sieci list dyskusyjnych i tablic ogłoszeń, gdzie można umieścić informacje o prowadzonych przez siebie poszukiwaniach lub wysłać zapytania w interesujących nas kwestiach. Duże serwisy genealogiczne rozsyłają wszystkim zainteresowanym kilka razy w tygodniu newsy - elektroniczne gazetki zawierające informacje o genealogicznych nowościach - książkach, bazach danych, programach komputerowych, ciekawych witrynach, a niekiedy zawierających również krótkie eseje na tematy genealogiczne.

Dzięki współpracy amatorów z profesjonalistami ich poszukiwania stają się coraz mniej amatorskie. Internet przyczynił się do rozpowszechnienia i popularyzacji ustalonych przez specjalistów standardów i zasad zbierania, archiwizowania i prezentacji materiałów genealogicznych. Dane genealogiczne. której do tej pory zamykane były w domowej szufladzie badacza lub w najlepszym razie krążyły wśród członków najbliższej rodziny mogą dzisiaj być zaprezentowane całemu światu w formie aktywnych i ilustrowanych tablic genealogicznego na stronach WWW. Ponadto tylko dzięki działaniom podejmowanym przez genealogów-amatorów działających na zasadzie wolontariatu stało się możliwe opracowanie ważnych dla genealogii źródeł o charakterze masowych (księgi metrykalne, spisy ludności itp.) oraz prowadzenie inwentaryzacji zabytków cmentarnych (inskrypcje na tablicach nagrobnych dostarczają wiele cennych dla genealogów informacji).

Większość istniejących w świecie lokalnych towarzystw genealogiczno-heraldycznych posiada swoje witryny w Internecie. W Polsce jedynie Oddział Toruński Polskiego Towarzystwa Heraldycznego rozpoczął przygotowywanie własnego serwisu. Pozostałe z działających w Polsce towarzystw genealogicznych lub heraldycznych nie posiadają własnych stron WWW, które informowałyby o ich bieżącej działalności, planach na przyszłość, propagowałaby poszukiwania genealogiczne i zasady ich prowadzenia. Zdawkowe informacje na stronach Poznańskiego Towarzystwa Genealogiczno-Heraldycznego lub Wydawnictwa DiG, które udostępnia swoją witrynę Polskiemu Towarzystwu Heraldycznemu i jego oddziałom, są niewystarczające.

Istniejące w Polsce strony domowe poświęcone genealogii można policzyć na palcach jednej ręki. Co gorsza większość z nich nastawiona jest wyraźnie na odbiorcę anglojęzycznego. Sprzyja to niewątpliwie zaistnieniu ich autorów w światowym ruchu genealogicznym, ale ma niewielki wpływ na popularyzację tematu w Polsce. Istnieje również kilka polskojęzycznych witryn rodów szlacheckich, ale ograniczają się one do popularyzacji historii rodzin i prezentacji już zgromadzonych materiałów genealogicznych (często tylko wypisów z herbarzy), a nie popularyzacji metodologii genealogicznej. Jednym z nielicznych wyjątków jest np. strona rodu Piwkowskich podająca obok danych historycznych również aktualia z życia rodziny.

Znacznie lepiej wygląda anglojęzyczna oferta polonijna, tak towarzystw genealogicznych jak i osób prywatnych, które w swoich witrynach prezentują materiały mające pomagać w odnajdywaniu przodków ze Starego Kraju. Np. Polish Genealogical Society of America udostępniło w swojej witrynie internetową wersję słynnego herbarza Kaspra Niesieckiego oraz bazę danych żołnierzy armii gen. Hallera.

Odchodzi w przeszłość tradycyjny w Polsce model dużych towarzystw genealogicznych - choć tradycyjny to może zbyt dużo powiedziane, bo towarzystwa te zaczęły powstawać w Polsce dopiero na przełomie lat 80. I 90. XX w. Zniknęły gdzieś Bydgoskie Towarzystwo Genealogiczno-Heraldyczne i Ośrodek Badań Genealogicznych "Piast" w Pułtusku. Prawdopodobnie zostało już zlikwidowane Śląskie Towarzystwo Genealogiczne. Towarzystwo Heraldyczno-Genealogiczne w Poznaniu, jak słyszę, nieustannie boryka się z problemami związanymí z wyborem członków zarządu. Na placu boju pozostały, jak się zdaje, tylko Polskie Towarzystwo Heraldyczne i Warszawskie Towarzystwo Genealogiczne. Jeśli się mylę to proszę

Istniejącą próżnię mogą wypełnić małe towarzystwa rodzinne takie jak działające we Wrocławiu Towarzystwo Genealogiczne "Worsten" i Archiwum Genealogiczne Knoblochów "Alleum" Stowarzyszenia te ukierunkowane są na badania dziejów własnych przodków. Trudno o lepszą motywację do prowadzenia systematycznych poszukiwań. Są to w tej chwili jedyne w Polsce towarzystwa badające dzieje rodzin mieszczańskich i chłopskich.

Światowy ruch genealogiczny jest zjawiskiem ogromnym i dynamicznym. W ślad za rozkręcającymi go rzeszami amatorów ruszyły przedsięwzięcia komercyjne oferujące przeprowadzenie mniej lub bardziej profesjonalnych poszukiwań genealogicznych. Pojawiły się czasopisma, książki (także w wersjach elektronicznych), bazy danych na CD-ROMach, a przede wszystkim całe zestawy różnego rodzaju oprogramowania (baz danych, wiecznych kalendarzy, programów do rysowania herbów itp.).

W Polsce kilka lat temu Biblioteka Kórnicka wydała na CD-ROMie spuściznę pozostawioną przez najwybitniejszego polskiego genealoga Włodzimierza T. Dworzaczka ("Teki Dworzaczka 1.2.0"). Mamy również kilka specjalistycznych czasopism genealogiczno-heraldycznych, które są jednak trudno dostępne nawet w księgarniach naukowych, albo są rozprowadzane jako biuletyny tylko jedynie członków towarzystw. Coraz częściej wydaje się reprinty herbarzy, a nawet całkiem nowe opracowania o charakterze genealogicznym lub heraldycznym.

Różne są motywy prowadzenia badań genealogicznych. W Stanach Zjednoczonych -kraju emigrantów, jest to przede wszystkim dążenie do odnalezienia swoich korzeni, gdzieś w Starym Świecie lub wśród emigrantów ze statku Myflower. Na zachodzie Europy poszukiwania wynikają z wielowiekowego zasiedzenia mieszkańców i autentycznego zakorzenienia w lokalnej tradycji małej ojczyzny (w Anglii niemal w każdym miasteczku działają lokalne towarzystwa genealogiczne). Polska łączy obie te tendencje. Wielu jest wśród nas potomków osadników przybywających już od średniowiecza z zachodu Europy. Wielu jest repatriantów z kresów wschodnich i wielu spokrewnionych z nimi Polaków zasiedziałych w swej okolicy od zawsze.

Wiele szkód polskiej genealogii przyniosła trwająca od początku lat 90. moda na pochodzenie szlacheckie. Wiele osób za wszelką cenę pragnie pochwalić się przynależnością, do któregoś z herbowych rodów. Przy czym często nie potwierdzają swojego pochodzenia wywodami genealogicznymi opartymi na materiale archiwalnym. Błędnie uważają, że o szlacheckim pochodzeniu świadczy już samo występowanie nazwiska w herbarzu. Na fali tej mody oraz ogólnych przemian początku lat 90. pojawiło się kilka mniej lub bardziej poważnych organizacji zrzeszających osoby pochodzenia szlacheckiego lub ziemiańskiego. Są to jednak w praktyce kluby towarzyskie, które nie mają na celu prowadzenia badań genealogicznych. Znamiennym jest również brak prawdziwego, oficjalnego szlacheckiego towarzystwa genealogiczno-heraldycznego, które pełniłoby rolę heroldii opracowującej wywody szlachectwa na podstawie dokumentów archiwalnych. Daje to szerokie pole do działań dla wszelkiej maści uzurpatorów podszywających się już nie tylko za szlachtę, ale i za książąt lub regentów Królestwa Polskiego. Na fali tej samej mody powstało co najmniej kilku biur komercyjnych zajmujących się poszukiwaniami genealogicznymi na zamówienie. Trudno jest powiedzieć coś bliższego o klienteli tego typu instytucji. Czy motywowana jest ona autentyczną chęcią odnalezienia przodków, czy też wynika ze zwykłego snobizmu?

Przez bardzo długi okres czasu genealogia utożsamiana była ze szlacheckim i arystokratycznym snobizmem. Nawet dzisiaj zainteresowanie tą dziedziną wywołuje pobłażliwe uśmieszki u jednych, a u drugich rumieńce na twarzy i chęć tłumaczenia się, że to z owym snobizmem nic wspólnego nie ma. Ponieważ genealogia zajmuje się ni mniej ni więcej tylko rodziną niektórym kojarzy się również z frazeologią prawicową, która na co dzień szermuje hasłem obrony rodziny. Najlepiej czystej rasowo.

Tymczasem dzięki rewolucji informatycznej ta niegdyś elitarna dziedzina nauki uległa totalnej demokratyzacji i niebywale rozszerzyła pole swoich zainteresowań. Dzisiaj genealogią może zajmować się każdy bez względu na wiek, płeć, narodowość, religię, przekonania polityczne, wykształcenie i pochodzenie społeczne. Poszukiwań nie prowadzi się już tylko w celu udokumentowania herbowego pochodzenia w linii męskiej. Obecnie badaniami genealogicznymi obejmuje się rodziny chłopskie i mieszczańskie oraz wszystkiego linie rodu - tak po mieczu, jaki i po kądzieli. Prowadzi to niewątpliwie do umocnienia i konsolidacji rodziny, ale w najszerszym znaczeniu tego słowa. Świadomość posiadania wśród swoich przodków osób o innej religii, narodowości, a nawet rasie zmusza do patrzenia na świat z większą pokorą. Dostatecznie zaawansowane badania prowadzą wcześniej, czy później do odnalezienia potomków innych linii rodziny mieszkających obecnie za granicą. Świadomość posiadania wspólnych przodków rozwija tutaj nowy rodzaj wspólnoty rodzinnej. Wspólnoty, która dotychczas była udziałem tylko "międzynarodówki arystokratycznej".

Niespodziewanie w ciągu ostatnich dziesięciu lat genealogia stała się jednym z narzędzi budowy nowego rodzaju wspólnoty, nowego rodzaju tożsamości - w tym wypadku opartych na aktywnym poszukiwaniu wiedzy o własnym pochodzeniu. Ta niegdyś skostniała i elitarna dziedzina wiedzy humanistycznej na naszych oczach przekształca się w nowoczesną naukę, twórczo wykorzystującą zimną nowoczesną technologię i współtworzącą alternatywny, przyjazny człowieczeństwu, styl życia w świecie XXI wieku.

 

(c) Rafał Degiel, 1999-2003